czwartek, 28 czerwca 2012

Na łowach...

... w chińskim sklepie ponownie :D. Szukałam czegoś by przebłagać Jelly i znalazłam, takie oto cudeńka:


Dziewczyny szybko przeniosły swoje rzeczy na półkę a mała zazdrośnica poszła nacieszyć się swoim ogrodowym meblem, wprawdzie bąkała coś jeszcze o nowej sukience ale myślę że dała się trochę udobruchać:




Założyłam też sobie formspringa (klik) gdyby ktoś miał jakieś pytania (okienko pojawi się w pasku bocznym jak tylko blogger przestanie wyświetlać mi informacje że gadżet jest uszkodzony).

A oto wczorajsza liczba wejść na stronę w ciągu dnia:














Dziękuję Wam wszystkim ogromnie!


środa, 27 czerwca 2012

Mały leniuch

Stęskniliście się za większą z moich paskud? Oto co Jelly porabia całymi dniami gdy zajmuje się Landryną:

- Idź sobie z tym aparatem. Mi tu dobrze, nie mam ochoty na żadne zdjęcia.
Nie wygłupiaj się, nie możesz cały czas leżeć w piżamie.

- A właśnie że mogę, mam wakacje!
(szeptem) - *Ty cały rok masz wakacje* 
- Wracaj sobie do tej rudej zarazki.
-*A więc o to chodzi* Ale teraz nie chcę jej przeszkadzać...

- No to nie mój problem, czytam!


I nie odezwała się już przez resztę dnia. 
Jak widzisz Elianko nic małej nie dolega tylko jest trochę zazdrosna :).

A Landrynka?


Zostawmy ją lepiej samą :).

poniedziałek, 25 czerwca 2012

W ogrodzie

Późnym popołudniem gdy Landrynka wylegiwała się na trawie...

- Jak przyjemnie i chłodno.

 ... nagle coś spostrzegła.
 - A co to?


- Huśtawka!

- Zaraz ją rozbujam.

 - Albo sobie polerze.

I małe za kulisami ;)





Pozdrawiamy wszystkich właścicieli małych paskud
 i ludzi zdrowych (nie dotkniętych wirusem :P ).
Dobrej nocy!

czwartek, 21 czerwca 2012

Landrynkowy spam

Korzystając z chwilowej poprawy pogody wyskoczyłam na pierwszy plener Landrynki.
Na początek trzeba było ją odpowiednio ubrać, to wczorajszy urobek:


I lecimy:




Tyle zwiedzania, Landrynka przysiadła sobie na chwilkę by odpocząć:

Wygodniejsza okazała się jednak złamana barierka:

Takie małe wszędzie wlezie:

Świetnym siedziskiem dla takiego malucha może okazać się zwykła klamka:



Gwoźdź:

Czy każda dziura w ścianie:


Jest tak mała że bardzo łatwo gdy ktoś nadchodzi można ukryć ją w dłoni :)

I bardzo odważna mimo niewielkiego wzrostu:



I bonusik:
- Pogodę mamy typowo jesienną ale chyba trochę za wcześnie na kasztany.

Maluchy żądza!
* zakrzyknęła Miuki ze swoich 155 cm wysokości*
Wszędzie można je ze sobą zabrać, łatwo ukryć a z większej odległości nikt nawet nie zauważy nad czym my właściwie tańcujemy z aparatem. 
Od dawna chciałam mieć taką kieszonkową lalkę, Blythe LPS świetnie się w tej roli sprawdzają i są przy tym stosunkowo niedrogie (porównując z little dalem na przykład). Przy okazji chorowałam strasznie na nową lakę a nie stać mnie obecnie na nic większego.
Tyle że te maluch nie lubą być same, zaraz kombinują jak ściągną do siebie rodzinkę (jak Teodora). I patrzą na ciebie ze sklepowych półek tymi oczkami, i kuszą, i nawołują i weź tu wytrzymaj w postanowieniu że "więcej już nie"?

wtorek, 19 czerwca 2012

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Wszyscy mają blythe, mam i ja!

Udało mi się znaleźć chwilę na kilka zdjęć paskudy która przybyła dziś rano. 
Nie było trudno domyślić się że "zaraza" to mała blythe. 
Niezbyt idą mi pisane notki więc przechodzę do zdjęć. Oto przed państwem...


...Landryna!


Dziewczyny zostały sobie przedstawione i szybko się zaprzyjaźniły mimo różnicy rozmiarów. Landrynkę jednak chyba trochę onieśmiela jeszcze obiektyw aparatu.



A może to przez włosy? Zabawiły się więc we fryzjerkę.



Landrynka nie przywiozła ze sobą żadnego zwierzaka, dostała więc saszetkę.



Z której wyskoczyła wesoła małpka.


Największe zaskoczenie po otwarciu pudełka? "Ona ma zdejmowane butki!", myślałam będą przyczepione na stałe. Ma też całkiem gęste i mięciutkie włoski. 
Jest urocza ale jak ja mam szyć na takiego maluszka ja się pytam!  :P

Dobrej nocy życzymy ja i moje paskudy.

sobota, 16 czerwca 2012

Jelly Belly

Kila starach zdjęć coby blog kurzem nie zarósł kompletnie.
W środę (mam nadzieje) ostatni egzamin i wracam do życia.

 - Jeszcze trochę.

- Wiecie? Ta fasolka nazywa się tak jak ja, Jelly!
- Jelly Belly tak dokładnie kochanie.
- A skąd się wzięła ta nazwa?
- Yyy, szczerze mówiąc nie mam  pojęcia -.-'. 


- Zamierzasz sama zjeść to wszystko?
- No pewnie :D.

W poniedziałek powinna przyjść do mnie pewna mała paskuda, ostatnio się ich sporo namnożyło na blogach (zaraza się rozprzestrzenia).
Trzymajcie się!

niedziela, 10 czerwca 2012

Podwórkowy spam

Na początek przepraszam że nie pojawiam się na waszych blogach i tylko sporadycznie rzucam komentarzami, mam trochę zamieszania na uczelni a dodatkowo zbliża się sesja więc staram się bloggera nie uruchamiać bo jak już zacznę czytać to koniec, to zbyt wciąga ;).
Dzisiaj jednak była zbyt ładna pogoda by kisić się w domu z książkami, postanowiłam więc wziąć gdzieś Jelly, chociaż na plac koło domu.

 *Siedzi grzecznie i czeka*
- Dobrze Jelly, możemy już iść tylko weź Mufiego. Cały czas siedzi w domu biedaczek. 

- Jasne mamo, już go trzymam.

*Wiele wyrażające sprzężenie XP*

- Ale na dworze strasznie mocno grzeje, chyba powinnam założyć kapelusik do ochrony przed słońcem.

- Pożyczam sobie, wkrótce oddam a na razie masz mój na zastępstwo. 

Jelly wśród porcelanek. 

- I jesteśmy na zewnątrz. Teraz można się poopalać, w cieniu oczywiście żeby nie dostać udaru.



- Mam w butach a ja boso muszę biegać.





- Trzeba tu trochę posprzątać.





 
Mam nadzieję że małe pieski nie są tak niszczycielskie jak małe Blythe.

- Papatki!