niedziela, 13 maja 2012

Z wizytą

- Jelly. Gotowa?
- Nie rozmawiam z tobą, dalej się focham.
- Dobra, dobra. Widzę że pelerynka i butki już nałożone. Możemy więc iść.
- Taa.

- No i jesteśmy. To ciocia An (od prezentów i półeczki), rób sobie mamo te zdjęcia a ja się poskarżę cioci jaka jesteś niedobra.
- A może wpierw spojrzysz na biurko?

- Cukierki!

 I wszystkie fochy je przeszły ;).
 - Ten żelek jest mój.


  

 A po włączeniu muzyki...
 - Zatańczysz?
- Yy, tak ///-///

Szukała też skarbów:


- Ma ktoś ochotę na ciastko?

- Mmm.


- Patrzcie, to aparat na kliszę :). A na kliszę znaczy że... nie wiem co to znaczy -.-' .

- Komu w drogę temu torba.

- Papa.

Płaszczyk wykonany z serwetki (nie mojego autorstwa niestety), sukienka jest już całkowicie moim dziełem i nie powiem, jestem z niej dumna mimo kilku drobnych niedociągnięć. Zdjęta z modelki prezentuje się równie ładnie (klik w zdjęcie, będzie lepiej widać):


Robi się jeszcze niebieska gdyby ktoś był chętny.
Jak najmniej uciążliwego tygodnia i wytrwania do kolejnego weekendu życzę :D.

4 komentarze:

  1. Na tym wieszaczku tak ślicznie wygląda da sukieneczka :) Na Dalce oczywiście też :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mała jest ciągle w "ruchu" to i sukienka nie ma jak się odpowiednio "zaprezentować" :D.

      Usuń
  2. Sukienka jest naprawdę śliczną! Jelly wygląda w niej uroczo. W ogóle jest słodka!

    OdpowiedzUsuń